Zamek w niebiesiech

Sesja 4 - O Nucklelavee to opowieść straszliwa (AD 486)

czyli jak rycerze pomogli Merlinowi zmienić losy Brytanii

… rycerze jednakże nie przelękli się. Zwłaszcza sir Kayleen oraz sir Moris, którzy w pełnym pancerzu i konno podjeżdzali do wyrosłej nad podziw kozy. Nieco gorzej było z sir Daffydem. A jakże, ten równieżbez strachu ruszył na olbrzyma, ale wcześniej zdjął zbroję i zsiadł z konia. Teraz tylko rezolutny Gondwyn, giermek Daffyda, zdołał podać rycerzowi tarczę i miecz.

I rozpoczął się bój. Koniecznie krwawy. Koniecznie epicki. I wyjątkowo chaotyczny. Tak to wyglądało z perspektywy sir Onuisa, młodego piktyjskiego rycerza, którzy podróżował traktem nieopodal wzgórza. Dostrzegł on bowiem nieskoordynowany atak trójki rycerzy na olbrzyma, który wpierw cisnął w przeciwników głazem, a potem jął się od nich opędzac uprzednio wyrwanym z ziemi drzewkiem. Sir Onuis, szczupły, nieduży, lecz wielkiego serca, spiął konia i pognał w stronę walki. Włączył się w chwili, gdy już głaz zmiótł jednego z rycerzy z siodła, a chwilę potem cios drzewkiem dosięgnął kolejnego z nich. Jednakże rycerze nie próżnowali, cała czwórka (już z Onuisem) zadawała raz za razem ciosy, toteż gigant broczył już z wielu ran. Wreszcie został powalony ciosem miecza, a dzielni rycerze mogli chwilę odpocząć… zaraz po tym, jak urwą łeb niecnemu dziadowi, który posłał ich na pewną niemalże śmierć.

Ale cóż to? Dziad, miast lękać się reakcji rycerzy, zaczął się śmiać, a jego oblicze zafalowało i ostatecznie przybrało rysy czarnoksiężnika Merlina! Mag spojrzał na bohaterów rozbawiony, a następnie odwrócił się i ruszył w stronę ściany lasu, rzucając: “Za mną panowie rycerze! Próbę przeszliście, teraz czas na właściwe zadanie!”

Las jak las, początkowo rzadki, rozświetlony wiosennym słońcem, dość szybko przeszedł w gęstą, mroczną i wiekową knieję. Merlin parł prosto w kierunku brzegu pobliskiego jeziora. Po drodze wyjaśnił rycerzom, że ich zadanie jest proste. Mają go ochraniać.

Okazja do wykazania się nastąpiła dość prędko. Wpierw rycerze usłyszeli powolny, ciężki tętent. Pomiędzy drzewami zamajaczyła sylwetka jeźdźca dzierżącego dwa miecze. Salisburczycy rozwinęli szyk i odgrodzili Merlina od nadciągającego zagrożenia. Wrogi jeździec dosiadał ogromnego, obrosłego wodorastmi rumaka. Tak przynajmniej wydawało się początkowo, bo ledwie bestia dotarła do rycerzy, ci mogli dostrzec, iż to nie jeździec i konie, ale bestia z walisjkich legend – Nuckelavee – bluźnierczy centaur.

Walka była długa i zacięta. Padł cięzko ranion sir Kayleen, padł i sir Moris, ale ostatecznie rycerze powalili mocarnego Nuckelavee, a jego truchło rozpadło się w stertę zmokłych śmieci i przegniłego zielska.

Teraz rycerze mogli ruszyć za merlinem, który zdołał dotrzeć do jeziora i wsiąść do niewielkiej łódki. W niej to dopłynął na środek. Wówczas rycerze ujrzeli coś, co mieli na długo zapamiętać. Taflę jeziora rozbiła delikatna kobieca dłoń dzierżąca piękny miecz rycerski. Pani Jeziora podała oręż Merlinowi, a czarnoksiężnik wrócił na brzeg.

Po wszsytkim rycerze wraz z Merlinem wróciłi do Sarum. Sami zdali raport earlowi Roderykowi, a Merlin jak to Merlin zaginął na kilka kolejnych miesięcy, by objawić się dopiero podczas świąt narodzin Pańskich.

Comments

Sir Daffyd nie chwaląc się otworzył w bitwie z gigantem puszkę pandory, czy też raczej wór mosznowy potwora przebiegając z mieczem pomiędzy jego nogami. Sir Kayleen przyszedł tylko z ciosem łaski dla cierpiącego stworzenia.

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.