Zamek w niebiesiech

Sesja 5 - Krwawy rajd księcia Madoca (AD 486-487)

czyli wcześniej Sas pohasał, teraz urżną mu...

Po ostatnim patrolu, gdzie rycerze musieli wpierw zmierzyć się z trójokim olbrzymem a potem nieczystym Nuckelavee, przyszedł czas na leczenie ran a potem powrót do obowiązków. Patrole upływały jeden za drugim, przygód jakoś nie było. Przeszło lato, nadeszła jesień, a wreszczie mróz skuł rzeki i strumienie, a śnieg pokrył bujną puszczę w Salisbury. Do Sarum, stolicy władztwa earla Rodericka zawitał nie kto inny a sam król Uther Pendragon. Świąteczny i wiosenny dwór królewski miał się odbywać właśnie tutaj, na ziemiach najbardziej lojalnego z królewskich wasali.

Wraz z królem Utherem przybył jego syn z nieślubnego łoża – książę Madoc. Poza tym dość egzotycznymi gośćmi okazała się grupa Rzymian z Galii wraz ze swoim przywódcą pretorem Syagriuszem oraz oficjalnym posłem pretora Curiusem Pluralisem.

Uczta świąteczna, w której wzięli udział niemal wszyscy znaczniejsi przedstawieciele ryceerstwa Logres, stała się okazją do obdzielenia prezentami. Król Uther obdarował swoich wasali. Earl Roderyck przekazał królowi piękne futro białego niedźdwiedzia z odległej Norwegii. Książę Madoc kazał wnieść kufry pełne złota i klejnotów, uszeregowanych wedle kolorów. Osobno szmaragdy i amteysty, osobno rubiny, osobno złoto i srebro. A przed królem rozścielił sztandary. Wszystko zdobyte w ciągu roku walk z Sasami.

Ale największy prezent przyniósł Merlin. Czarnoksiężnik wszedł jak zwykle nieproszony i, wykorzystując zaskoczenie panujące w sali królewskiej, wydobył spod płaszcza najpiękniejszy z mieczy – Excalibur, ten, który miał zjednoczyć Brytanię. Przekazał go królowi Utherowi, najgodniejszemu z godnych. Najwyższemu Królowi, by w sposób sprawiedliwy rządził Brytanią. Wtedy też wyszło na jaw, jak Merlin zdobył miecz i kto go ochronił przed niebezpieczeństwami. Jak łatwo się domyśleć chwała bohaterów wzrosła tym samym niepomiernie. Sir Daffyd wyjątkowo nawet zaczął się puszyć.

Czas zimy, to czas odpoczynku. Skończyła się uczta świąteczna. Rycerze wrócili do swoich włości. Daffydowi urodziła się kolejna córka, a sir Onuis dość skutecznie uderzał w amory do najpiękniejszej chyba z panien na dworze w Sarum – lady Adwen. Sir Kayleenowi zaginął w tym samym czasie wuj, a przy okazji wyjaśniła się przyczyna zaginięcia siostry Morisa. Otóż wdała się w romans z hrabią Milibeltem. Dzień jak co dzień, wtorek.

Na wiosnę rycerze otrzymali wezwanie do Sarum, toteż porzucili swe rodziny i stawili na żądanie swego suwerena. Czas był najwyższy. Earl Roderick poinformował bohaterów, że już wkrótce rusza do Lincoln, na północy Logres, towarzysząc w orszaku królowi Utherowi. Dobrze by było, gdyby młodzi rycerze towarzyszli mu w tej wyprawie, ale nie ukrywał, że książę Madoc miał dla nich inną propozycję. Otóż bitny potomek Uthera planował kolejną wyprawę przeciw znienawidzonemu najeźdźcy. Późną wiosną miał uderzyć na wybrzeże obu saskich królestw – Sussex i Kentu.

Taki też earl Roderyk dał wybór rycerzom. Ruszyć do Lincoln u jego i królewskiego boku lub wraz z księciem pustoszyć saskie wybrzeże. Rycerze, młoda i gorąca krew, krótko się naradzaili i zdecydowali się towarzyć w boju Madocowi.

Nim to jednak nastąpiło, należało się przygotować. Książę Madoc, niezwykle zadowolony z wyboru rycerzy, przedstawił ich swojemu admirałowi, Gwenwynwynowi, synowi Nafa, wielkiemu, brodatemu wojownikowi o głowie przyprószonej siwizną. Wtedy też bohaterowie mogli poznać wilki Madoca, którzy bardziej stylem bycia i uzbrojenia przypominali najemnych zbirów czy krwiożerczy wojów niźli szlachetnych rycerzy. Twardzi i mocni, uzbrojeni po zeby, o wilczych uśmiechach i ognistych spojrzeniach. Daffyd i Moris dość dobrze czuli się w nowym towarzystwie. Gorzej z Kayleenem, którego szlachetność i chrześcijańskie wartości niezbyt dobrze pasowały do krwawej bandy księcia Madoca.

Przygotowania biegły naprzód i chyba dobrze, bo bezczynny pobyt w Sarum tylko generował problemy. Sir Moris dał się sprowokowac jednemu z Rzymian, pech chciał, iż był to poseł Syagriusza (który pojechał w odwiedziny do diuka Gorloisa, zabiegając o wsparcie dla siebie w wojnie z rankami króla Chlodwiga) – Curius Pluralis. Zniewieściały Rzymianin, pobity przez Morisa, oczywiście poskarżył się Roderykowi, co skończyło się kilkoma dniami pobytu w wieży więziennej.

Ostatecznie książę Madoc z Gwenwynwynem, bohaterami (poza sir Onuisem, który zabradziażył nieco zbyt długo u lady Adwen) i dwiema setkami swych wilków opuścił Sarum i ruszył na południe. Kilka dni później drużyna księcia dotarła do portu Hantonne, gdzie przesiadła się na długie okręty. Rozpoczął się sławetny rajd Madoca.

Kilka dni później, zziębnięci rycerze, skulenie na pokladzie okrętów, w ciszy podpływali w pobliżu Pevensy, saskiej osady na wybrzęzu Sussex, do wybrzeża. Gwenwynwyn pewnie prowadził 9 okrętów eskadry na trzy długie łodzie Sasów. Wreszcie admirał dał znak, Brytowie Madoca ryknęli, naparli na wiosła i wpadli z impetem na zaskoczonych Sasów. To nawet nie była bitwa, lecz rzeź. Rycerze jako pierwsi przeskoczyli na pokład wrogiego okretu i w krótkiej walce ścięli swoich przeciwników. W kilka chwil było już po bitwie, a z Pevensy można było dostrzec trzy płonące żywym ogniem saskie okręty. Książę Madoc dał znak, że przybył z odwiedzinami.

16. dzień wyprawy. Zimny i mglisty świt. Rycerze, pozarastani i brudni, wraz z resztą towarzyszy szykowali się do kolejnej bitwy. U ujścia Dover sześć okrętów załadowanych Jutami z kontynentu oczekiwało starcia. Starcia, z którego nie mieli wyjść żywi. Doskonałe dowodzenie Madoca, furia jego wilków oraz kunszt wojenny czwórki rycerzy zrobił swoje. Żaden z Jutów nawet nie dotknął stopą ziemi Logres, ale i Brytowie ponieśli ciężkie straty. Już tylko 7 okrętów Brytów ruszyło dalej.

23. dzień wyprawy. Piękne, wiosenne popołudnie. Madoc, nie bacząc na niebezpieczeństwo, wpłynął siódemką swoich okrętów na Blackwater River. Spalił jedną z saskich osad, a następnie skierował się na pełne morze. nim jednak opuścił rzekę, na jednej z przybrzeżnych łach piasku obserwatorzy dostrzegli trzy opuszczone okręty Sasów. Sir Daffyd otrzymał dowództwo nad jednym z okrętów i zadanie do wykonania – spalić łodzie Sasów. Zaraz po wylądowaniu okazało się, że to pułapka. Na lądujących Brytów rzuciła się banda wojów saskich. Rozgorzał cięzki bój. Rycerze zdołali odeprzeć atak Sasów, ponosząc przy tym ciężkie straty. Ostatecznie Sasów rozbito a okręty spalono. Wyprawa Madoca ruszyła na północ. Opuściła wybrzeże Sussex i dotarła do Kent.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.