Zamek w niebiesiech

Sesja 2 - Saxones ante portas! (AD 485)

czyli jak to rycerzy pasowano i wysłano na wojnę

middle-ages-knighting-granger.jpg
Po polowaniu na niedźwiedzia z Imber oraz rozbiciu bandy banitów na trakcie trójka giermków powróciła do zamku Vagon. Ledwie schronili się za drewnianymi wierzejami grodu sir Elad, jego kasztelan przywitał ich. Z wyraźnym ukontentowaniem wysłuchał ich opowieści, a następnie przekazał, iż za ledwie 2-3 dni wyruszą wraz z nim i częścią obsady zamku do Sarum, gdzie czeka na nich earl Roderyk – władca Salisbury. Fakt ściągania części garnizonów mówił jedno – szykuje się wojna z Sasami.

Owe dwa dni bohaterowie spędzili na przygotowaniach. Moris zorganizował sobie grupę wojaków, z którymi ćwiczył się w robieniu żelazem. Kaylleen oddał się modłom, a Daffyd jak przystało na dziecko natury, oddał się rozmyślaniom, wylegując się w gaju poza grodem.

Wreszcie trójka bohaterów ruszyła na trakt. Przewodził im surowy i nieskory do prawienia komplementów sir Elad. Do Sarum przybili następnego dnia. Elad nie oszczędził im wpierw kilku pytań, które obnażyły niewiedzę bohaterów na temat ziem Roderyka, a następnie wykładu o założeniu Salisbury przez Salisa, wojownika z armii Brutusa, a następnie ufundowaniu przez tegoż Sarum. Miasto ponoć imię wzięło po pięknej żonie Salisa pochodzącej z rodu Fey zamieszkującego wzgórze Silbury. Bohaterowie, przysłuchując się jednym uchem opowieści starego rycerza, drugim chłonęli odgłosy miasta. Rumor, gwar, szum, terkot wozów, pokrzykiwania kupców, kucie stali w pobliskiej kuźni. Podziwiali kamienne zabudowania opactwa benedyktyńskiego czy katedry Błogosławionej Dziewicy Marii. Wreszcie po wąskiej grobli wjechali do położonego w centrum miasta Zamku Królowej, bo tak na co dzień zwano siedzibę earla Roderyka.

Earl przywitał osobiście sir Elada, dokonał przeglądu przywiedzionego przez niego oddziału, a potem podszedł do trójki giermków i powiedział, że za dwa dni odbędzie się uroczystość, o której marzyli od lat. Mieli być pasowani na rycerza. Czasy ciężkie, wojna idzie, więc krótko potem być może wezmą udział w wojnie z Sasami. Póki co jednak mieli sie przygotować do najważniejszego dnia w swoim życiu.

No cóż. Pierwszego dnia, nasi dzielni herosi, spędzili w mieście, oprowadzani przez młodego giermka sir Leo (jednego z rycerzy Roderyka) – Irraesa. Wysluchali kolejnych opowieści o założeniu miasta, niektórzy się schlali (vivat Daffyd, który po pijanemu przechwlał się, jak to będzie rezać Sasów!) Wreszcie Kaylleen zaznajomił się z sir Amigiem, kulawym kasztelanem zamku Tilshead i zarazem jednym z najlepszych wodzów earla.

Wreszcie nadszedł dzień pasowania. Giermkowie, na oczach nobilów Salisbury, stali się rycerzami, dzięki czemu mogli wziąć udział w naradzie wojennej. Okazało się, że czas nagli. Król Uther Pendragon zbiera w Leicester (Lindsey) armię, w Sussex król Sasów Aelle. Jego sprzymierzeniec – król Hengest z Kent – szykuje się do wojny. Tym bardziej nowo pasowani rycerze byli zaskoczeni, gdy Roderyk zdecydował, iż zostaną wraz z resztą garnizon w Sarum. Sir Daffyd, popędliwy i prosty, zareagował jako jedyny, prosząc o zmianę zdania. Władca Salisbury spojrzał ostro na młodego rycerza, a potem przypomniał mu, jak to podczas nocnej popijawy przechwalał się swoimi przyszłymi przewagami wojennymi i… zgodził się na uczestnictwo trójki rycerzy w wyprawie. To nie był jednak koniec. Oto sir Amig poprowasił earla, by ten przydzielił młodych do jego doborowego oddziału rycerzy z Tilshead.

Tak oto dzień później bohaterowie ruszyli w orszaku earla do Lecester. Podróż upłynęła na służbie w oddziale sir Amiga. leicester okazało się pokaźnym miastem, teraz zapchanym do granic możliwości. Na błoniach obozowały oddziały wojska z Salisbury, Silchester, Caercolun i kilku innych hrabstw. Samego Uthera nie było, ale naradom przewodził jego nieślubny syn i prawa ręka – ponury sir Madoc ap Uther. Książę, z natury poważny, w te dni był wyjątkowo zasępiony. Jednego z wieczorów sir Moris zastał go siedzącego w głównej sali zamku, spoglądającego w dogasający ogień. Zagadnięty, sir Madoc okazał się przyjaznym człowiekiem. Przynajmniej dla Morisa. Wieści jednak najlepszych nie miał. Sasi łącznie moli wystawić ok. pięciu tysięcy wojów przeciw trzem Uthera. Przeklęty diuk Gorlois z Kornwalii nie przybył ze swoimi oddziałami. Merlin wciąż był nieobecny, więc nie mógł wspomóc magią króla Brytów, a działać trzeba było. W ciągu najbliższych kilku dni armia Uthera miała się rozdzielić. Diuk Lucjusz z Caercolun (też obecny w Leicester) miał ze swoimi ludźmi zablokować marsz Hengesta, a Uther rozbić w walnej bitwie armię Aelle z Sussex.

Minęło kilka dni. Uther powrócił do Leicester. Będąc popędliwym władcą, zdecydował się ruszyć, nie czekając na brakujących wasali (w tym diuka Gorloisa). Dziewięciodniowy marsz zakończył się nad błotnistą rzeczką Mearcred Creek. Po drugiej stronie, w oparciu o łagodne wzgórze swoje siły rozwinął w długą falangę król Sussex – mężny i sprytny Aelle. Przed rzeczką hufce Uthera stanęły w równych czworobokach. W centrum dowodził książę Madoc, a wśród jego sił w dwu liniach stanął oddział sir Amiga wraz z trójką młodych rycerzy. Jeden z nich – sir Kaylleen dzierżył wielki sztandar z herbem sir Amiga – dziewięcioma czarnymi kołami na szarym tle.

Trójkątny proporzez ze smokiem Pendragona zaczął łopotać na wietrze. Jego drzewce dwukrótnie pochyliło się, dając znak do szarży na Sasów…

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.